Ostatnio komentowane
Deep Blue czyli rozkład rozkładów
Wpisany przez Dapi czwartek, 04 marca 2010 17:13
Świat jest prosty. Tak twierdzą modele ekonomiczne słowami swoich twórców. W świecie ekonomii /ale nie tylko/ przyjęcie odpowiedniego modelu szalenie ułatwia nam dalsze wyciąganie wniosków, dotyczących przyczyn zdarzeń, przyszłości, wiary czy nawet istnienia czy nie Boga. Boga już nie ? Wydaje się, że tak. Posługując się metodyką, która przyświeca stosowaniu analizy technicznej czy też w ogóle jakikolwiek analiz danych z przeszłości aby wiedzieć co wydarzy się w przyszłości jest możliwie udowodnienie, że Bóg istnieje. Mamy takie dane. Są zapisy iż Jezus chodził po Ziemi, że krzew się zapalił, morze się rozstąpiło itp. Najnormalniej w świecie jak zapis kursów indeksów czy tez określonych walorów. Jest zapis, no jest - taki sam jak to że Jezus istniał.
Oczywiście, dane o Jezusie nie nadają się do tego aby na nich zarabiać albo analizować historyczne zależności. Acz przyjęcie tej metodyki jest nad wyraz kuszące. Jeżeli zapis historycznych kursów akcji pozwala nam na wyciąganie odpowiednich wniosków, dotyczących przyszłości, to dlaczego nie pozwala wierzyć niektórym, że Bóg istnieje. A może dlatego, że dane są wątpliwe i mało wiarygodne ? Można się zastanowić dlaczego...Jednym z wątków jest to, że pochodzą z przekazów pisemnych kolejnych pokoleń. Nie dosyć tego, to jeszcze były przepisywane w określonych momentach historii, biorąc pod uwagę uwarunkowania istniejące w społeczeństwach, w określonym czasie. A czymże innym jest zapis określonego kursu akcji, jak nie zapisem danych, uwzględniającym określone uwarunkowania, obowiązujące w momencie ich zapisu.
Modele ekonomiczne, wbrew pozorom maja wiele wspólnego z wiarą. Standardowo modele zakładają niezależność zdarzeń/zmian. CAPM zakłada, że każdy z nas jest jak Deep Blue. Ważymy, liczymy wykonujemy ruch - zimno, logicznie, bez błędów, bez polotu i wizji. Zdarzenia "chodzą Gaussem" tak jak i my sami. No nie chodzą i my to wiemy i ONI to wiedzą - twórcy modeli.
Co stanowi podstawę do analizy fundamentalnej, która w założeniach przyjmuje, że wartością fundamentalną spółki są jej PRZYSZŁE dywidendy. No chyba tylko WIARA, że tak jest. Na słowo, na przekaz, na zapis przeszłych danych bo tak było. Jakże mała wobec tego faktu wydaje się analiza techniczna, która mówi, na podstawie zapisu historycznego, iż kurs jutro prawdopodobnie spadnie/wzrośnie. Jak mała wydaje się możliwość popełnienia błędu w AT, a jak duża w AF ? Jedna mówi tylko o jednym dniu, druga o kolejnym roku czyli kolejnej dywidendzie. Łatwo wydaje się deprecjonować AF, biorąc taki fakt pod uwagę. No nie, nie jest wcale tak łatwo.
Podstawy AF każdy statystyk położy na łopatki w parę sekund. Magiczne pytanie: Jak kolego od AF chcesz wyciągać wnioski na podstawie serii danych, która posiada ich tak mało ? Matematycznie, pro-gaussowsko, musimy posiadać określoną ilość danych aby wykazać jakiekolwiek prawdopodobieństwa czy też korelacje. Pięć czy dziesięć dywidend to za mało...Dla klasycznej statystyki tak. Jest bezradna. Jednakże...
Trzeba sobie zadać pytanie czy posiadanie 60 danych tikowych jest tak samo ważne jak posiadanie danych z 60 lat - też 60 wartości. Co jest ważne ilość danych czy mijający czas w których są one notowane. A może czas i ilość danych...
Założeniem modelu biorącego pod uwagę wartość akcji jest jej ścisłe ustalenie. W konsekwencji określonych wyliczeń uzyskamy jedną wartość określonej akcji, która jest wartością rzetelną np. fundamentalnie. Równie dobrze może to być wartość akcji ustalona poprzez analizę kondycji ekonomicznej, sposobu zarządzania /analiza fundamentalna/ ale także poprzez określenie ile za nią będą w stanie zapłacić inni /tutaj wkracza analiza techniczna/. Problemem życia jest to, że wartość nie jest jedna, doskonała. Subiektywność pewnych analiz nakłada pewne konsekwencje. Wartością rzetelną jest PRZEDZIAŁ, nie jedna liczba. Wtedy analityk może odpowiedzieć - wszystko się zgadza cena oscyluje wokół wartości prawdziwej - od niedowartościowania do przewartościowania. I tutaj wkracza Mrożek, w ustach Bartoszewskiego: prawda leży tam gdzie leży - niekoniecznie po środku ! Środek to rzecz szalenie subiektywna ponieważ jest określona za pomocą analizy wykorzystującej metodę szacowania - co jest tym środkiem. Ewidentnie nie jest to jedna liczba. Jest to tylko określony przedział wartości. Przedział, który się zmienia nie z publikacją kolejnego raportu czy informacji. Wpływ na niego mają też nasze codzienne szacowania po jakiej cenie ktoś od nas coś odkupi - zadowolony z tego faktu.
Zerknijmy teraz na klasyczne oscylatory. Są one w swych założeniach ściśle powiązane z matematyczną doskonałością modelu. Środek jest w samym środku. Dla nich nieważne jest to, że ceny mają określone obciążenie, że w każdym dniu nastąpiło kolejne szacowanie wartości przez całą rzeszę inwestorów. I dlatego też, jak wejdą w ta strefę, która jest daleko od środka ich wartości to szalenie lubią w niej dłuższy czas przebywać. Są ślepe i głuche na aktualne obciążenia ustalania wartości. Inaczej, ich granice nie stanowią określenia, że właśnie wtedy coś jest zbyt wysoko aby nie mogło być wyżej. Przebywanie oscylatora w strefie wyprzedania. przez dłuższy czas. przeczy rozkładowi stóp zwrotu zgodnemu z rozkładem normalnym. Ogon grubieje wraz z naszą chciwością.
Kapitalizm to chciwość i efektywność. To nie całkiem przypadek. Odnalezienie człowieka, który jest 10 razy wyższy od średniej w populacji jest cholernie trudne. Układ dąży do średniej, w myśl rozkładu normalnego - inaczej za 50 czy 150 lat bylibyśmy dwa razy wyżsi, jako homo sapiens. Z małżeństw ludzi wysokich rodziłyby się jeszcze wyższe dzieci i tak do naszego końca - jako człowieczeństwa - wysoko już tlenu nie ma :).
A w realnym biznesie to działa. Znalezienie człowieka 100 razy bogatszego, niż średnia społeczeństwa jest o wiele bardziej prawdopodobne niż 10 razy wyższego. Pieniądz robi pieniądz - przecież to znamy. To po prostu efekt dźwigni. Tam gdzie wkracza człowiek, ze swoim skomplikowanym mózgiem, rozkład normalny nie ma prawa istnienia. To jest bardziej socjologia niż matematyka. Przykładów jest mnóstwo.
Naotwierałem szereg rzeczy, w następnym wpisie spróbuję się bardziej ukierunkować. Pokażę co badano, stosując liczby. Nikt się już chyba nie spodziewa jednej liczby - jednego rozwiązania. Taką mam nadzieję po tym wpisie. Rozkłady nadchodzą...
Inspiracja:
Edgar E. Peters Teoria chaosu a rynki kapitałowe
P. Ball Masa krytyczna
| « poprzednia | następna » |
|---|

Komentarze
To pikuś...że może pokazywac nieprawdę. Postawiłem tezę że jeżeli analizujesz historię aby wyciągnąć wnioski dotyczące przyszłości to trzeba posiadać zdolności do przyjmowania czegoś na wiarę...tak jak i istnienia Boga.
Kanał RSS z komentarzami do tego postu.