Ostatnio komentowane
Niewdzięczna praca "fachowców"
Wpisany przez Dapi czwartek, 30 lipca 2009 18:48
czyli Wall Street shills
Nie ma inwestora w Polsce, który nie narzeka na analityków rynków kapitałowych. Nie ma inwestora na świecie, który nie narzeka na na analityków. Najlepszym "kąskiem" na którym mozna się "wyżyć" stanowią oczywiście prognozy, z którymi mamy do czynienia w ich wykonaniu.
Trystero, na swoim blogu analizując, za Bespoke, zebrane dane nt. spółek z SP500, które najbardziej wzrosła według przyjętych kryterów ich doboru w stosunku do wzrostu wartości indeksu, zauważył jakieś dziwne wskazania przy rubryce Analyst Rating. Okazało się, że spółki najlepiej oceniane przez analityków rynkowych zachowywały się bardzo słabo, podczas ostatnich wzrostów wspomnianego indeksu.
Oczywiste, że ta sytuacja musiała mieć swój ciąg dalszy. Gdy rusza kula śniegowa, zbiera na swojej drodze wszystko. Wczoraj, Bespoke opublikowało wykres prognozowanego spadku wskaźnika zysku na jedną akcję (earnings per share - EPS) wg. konsensusu analityków rynkowych wraz z naniesioną rzeczywistą wartością, po publikacji połowy raportów spółek z indeksu SP500. Wykres poniżej.
![]()
źródło Bespoke
Okazało się, że mamy do czynienia, na dzień dzisiejszy z ponad 8% pomyłką pomiedzy wskaźnikiem prognozowanym a rzeczywistym.
Napiszę tak: nie jest to nic dziwnego. Analitycy jak rasowi inwestorzy podążają za trendem. Jeżeli jest żle to może być tylko gorzej, ewentualnie trochę lepiej. Jeżeli jest dobrze to może być lepiej lub nieznacznie tylko gorzej. Jest trend i są jego korekty. W momentach przełomowych na rynek nie ma silnych, a posiadane informacje nigdy nie są wystarczające. W latach hossy 2005-2007 spółki były wyceniane z roku na rok wyżej. No, może z wyjątkiem P. Kuczyńskiego /Giełda: Bessa nadchodzi wielkimi krokami/, który już w 2005 roku widział nadchodzącą bessę i przewartościowanie rynku. Ale to trzeba mieć talent nie nie mieć konta maklerskiego aby być odpornym na panujące emocje na rynku. W latach bessy 2007-2009, dla odmiany mieliśmy wycenę Lotosu na 0 PLN.
Nie jest to żadna z nieznanych zasad rynku. Nie ma to nic wspólnego z gamboni. Jest to jedna z oczywistych oczywistości, które po prostu trzeba znać. Zawód analityka nie został stworzony po to, aby pomagać w ocenie sytuacji na rynku czy to fundamentalnej czy technicznej, inwestorom. Jest kolejnym "fachem", który ma ograniczać bezrobocie wśród wykształconych ludzi. A wskażnik P/E nie ma żadnego związku z Price/Expectations Analyst - nie zapominajmy o tym nigdy.
Trudny i niewdzięczny to zawód, gdzie pieniądze bierze się za wystawianie na śmieszność. No cóż w cyrku też płacimy za przedstawienie - nie wzbraniajmy się płacić więc za to. {uwzględnione w prowizjach maklerskich i abonamentach "mądrych stron"}
| « poprzednia | następna » |
|---|
- Zrozumiec indeks cz.2 - czyli jak zarabiać ?
- MMM: rozkład normalny, Bollinger i inne pierdety
- Jak identyfikować "rynek byka"
