Ostatnio komentowane
Déjà vu czyli kryzys gospodarczy
Wpisany przez Dapi poniedziałek, 18 maja 2009 06:58
Kolejny dzień , kolejny tydzień na rynkach finansowych. Troszeczkę jednak nam już kurz opadł po doniesieniach pełnych "trwogi" i paniki dotyczących kryzysu finansowego na świecie. Czy przyzwyczailiśmy się , czy też medialna burza już minęła - trudno powiedzieć. Faktem jest, że PKB wielu krajów spadają, produkcja przemysłowa spada, wyrażane są obawy o deflację, wyrażane są obawy o inflację - przewidywanie przyszłości idzie pełną parą. Oczywiście dorobiliśmy się w tym czasie nowych "guru" rynkowych., którzy o wiele wcześniej zapowiadali krach. Teraz mają swoje medialne 5 minut...
Recesja/boom
Mamy okazje zaobserwować kolejny okres recesji w cyklach gospodarczych. Co się dzieje ?
Media uprzejmie donoszą: wzrost bezrobocia, obniżenie produkcji przemysłowej, spada wartość kredytów zaciąganych przez przedsiębiorstwa, spadają dochody przedsiębiorstw - spada dochód do budżetu państwa.
Niestety, z powodu trudności ekonomicznych wzrasta popyt na wszelkiego rodzaju programy socjalne i osłonowe, które oferuje nam Państwo. Podejmowane są także działania typowo polityczne, które mają uspokoić społeczeństwo - dopłaty do kredytów mieszkaniowych są tego znakomitym przykładem. Wydatki jeszcze rosną.
Naciski w kierunku zapobieżenia recesji powodują obniżenie stóp procentowych. W przypadku amerykańskim znaczącą role pełni System Rezerwy Federalnej który "kupuje" duże ilości papierów wartościowych na rynku. "Kupuje" - ponieważ on kupuje za drukowane pieniądze. Tutaj 10mld kreuje możliwość pożyczenia na rynku 100mld. W naszym przypadku mieliśmy np. do czynienia z naciskami na obniżenie poziomu rezerw obowiązkowych dla banków. Co de facto stanowi próbę kreacji pieniądza pożyczanego na rynku w ten sam sposób.
Pojawia się kolejny straszak - deflacja. Mamy dzisiaj do czynienia z wysokim oprocentowaniem lokat i właściwie wstrzymaniem akcji kredytowej banków określanymi m.in, jako przyczyny deflacji. Kupujemy mniej, czekając na niższe ceny. Uważamy, że opłaca nam się przetrzymywać pieniądze na dobrze oprocentowanej lokacie. Spłacamy kredyty, nie zaciągając nowych. Ceny nadmiernie wycenionych dóbr spadają, koszty kredytu rosną. Prawda jest jednak taka, że pieniędzy na rynku jest za mało. Wydaliśmy je przecież na dobra, których najczęściej jeszcze nie ma.
Niskie stopy procentowe, po pewnym czasie powodują jednak wzrost akcji kredytowej. Następuje wzrost sprzedaży, który napędza wzrost popytu na kredyt. Zaczynają rosnąć stopy procentowe, obniżać marżę bankowe. Powstają nowe miejsca pracy, wzrastają wpływy podatkowe - deficyt budżetowy ulega papierowemu zmniejszeniu.
Pojawia się inflacja - rosną ceny towarów. Pojawiają się naciski na wzrost płac, Państwo coraz bardziej się zadłuża - przecież dochody do budżetu rosną - rozdając kolejne przywileje i definiując nowe reformy, usprawnienia. Następuje ekspansja kredytu dostępnego dla wszystkich, tym bardziej, że Państwo daje nam do tego przykład.
I tak w koło Macieju od 18 wieku. Górka - dołek...Tylko te kryzysy są coraz głębsze, wyjście z nich jest coraz dłuższe i trudniejsze - a ilość wirtualnego pieniądza jest coraz wyższa.
Uprościłem - nie mieszając do tego Misesa czy Keynesa. Wybaczcie - ekonomistą nie jestem.
| « poprzednia | następna » |
|---|
Komentarze
Kanał RSS z komentarzami do tego postu.