ATTrader.pl

Ukryte zależności i nasze dylematy cz.2

Analiza techniczna

(2 głosów, średnia ocena 4.00 na 5)

Kontynuując wpis, który dla bardziej zaawansowanych czytelników może sprawiać wrażenie niepotrzebnego, muszę wrócić do źródła wiedzy i zamysłu konstruowania czegoś co nazywamy dzisiaj oscylatorami, czy inaczej wskaźnikami impetu.

Otóż bezspornym faktem jest, że to co tkwi u źródła ich konstruowania jest jak najbardziej spójne i logiczne. Wynika to z obserwacji tego co dookoła się nas dzieje, w sensie fizyki.

Jak wiemy na naszej planecie już tak jest, że jak coś się wyrzuci do góry to najczęściej po jakimś spadnie. Jeżeli rzucimy kamieniem, pod określonym kątem, to w początkowym okresie będzie się on dynamicznie wznosił, następnie dynamika jego wzrostu będzie coraz mniejsza, w trzecim etapie zacznie powoli zakrzywiać tor lotu w kierunku powrotu do ziemi, aby na końcu, jak to kamień, zacząć dynamicznie spadać. Bardzo logiczne jest także to, że przyjmujemy z duża pewnością, że nie nadamy kamieniowi takiej początkowej prędkości, iż opuści on naszą planetę na zawsze. Można napisać, że wystąpienie takiego faktu jest statystycznie mało możliwe, a skądinąd wiemy, że fizycznie jest to niemożliwe, w naszym osobistym wykonaniu.

Całe powyższe zjawisko fizyczne przenieśliśmy na rynki finansowe. Możemy zbadać prędkość z jaka kamień się porusza mierząc czas oraz odległość jaką przebył, następnie dzieląc te wartości. Mierząc momentum /C-Ci/, czyli określając zmianę ceny w określonym przedziale czasu dokonujemy tych samych wyliczeń. Mianownik oczywiście jest przez nas w tym przypadku ściśle określony.

Często pisałem na tym blogu przedstawiając takie podejście jako liniowe. Tak naprawdę rynkiem "rządzi" parabola. I takie też podejście prezentują wskaźniki impetu - oscylatory - wskaźniki momentum. To właśnie stąd wywodzi się pojęcie dywergencji. Obserwując zjawisko fizyczne stwierdzamy fakt, że przed tym jak coś zacznie spadać najpierw traci swój impet ruchu - rozpatrując przyrost wysokości w czasie, jako zmianę ceny. Przecież jest to bezapelacyjnie prawidłowe podejście do tematu...rzutu kamieniem.

Podchodząc do zmiany ceny na sposób fizyki ruchu mamy takie wskaźniki...jak mamy. W rzucie kamieniem w zależności od kąta rzutu oraz przyłożonej siły uzyskamy określoną prędkość początkową, która spowoduje różną wysokość lotu oraz odległość gdzie kamień spadnie. W tym przypadku mamy do czynienia z jedną stałą, którą jest siła ciążenia. To właśnie ona pozwala nam przewidzieć, gdzie spadnie kamień znając siłę i kąt rzutu. To ona pozwala uczynić nasze życie prostszym - w tym przypadku lub bardziej skomplikowanym poprzez wojny, gdzie artyleria dokładnie wie jak celować, aby celnie uderzyć.

Mimo tego samego miejsca zdarzenia - Ziemia, fizyka zjawiska jest jednak inna. Na rynku finansowym ta sama siła /wartość obrotu/, kąt /nachylenie/ NIE powoduje takiej samej paraboli ruchu, przy każdym "rzucie". Jak zapewne się już domyślacie siła ciążenia nie jest stała. Możemy przyjąć z pewna dozą przybliżenia, iż jest zależna od czasu oraz historii poprzednich rzutów /potencjał ?/. Przyjęcie takiego założenia, do opisu tego zjawiska jest o wiele bardziej praktyczne niż "behawioralne dyrdymały", które przypominają swoją konstrukcją Famę - tylko od "drugiej strony abstrakcji".

Obrazowo to traktując, inwestor, musi wiedzieć jak się zachować w zależności czy jest na Księżycu. Marsie czy Ziemi. Czasami zdarzają się nam także "czarne dziury", przy bankrutach. Potrafią wciągnąć nas po same uszy.

Z powyższego całkiem uprawnione jest wnioskowanie, że wskaźniki impetu jednak mają prawo istnienia. NIE MOGĄ one stanowić jednego wyznacznika rynku. Wspomagane innym narzędziem, bardziej wyrafinowanym mogą okazać się całkiem przydatne dla spekulanta. Można też stwierdzić, iż nie jest od nich wymagane objęcie całości złożoności rynku. Po ustaleniu siły ciążenia mogą okazać się  użyteczne - mimo tego, że nie wnoszą wiele "polotu" swoją budową.

Powyższe rozumowanie jednak jest bardzo uproszczone. Diabeł jak zwykle tkwi w szczegółach. W naszym rynkowym rzucie mamy na przykład także element zmiennego tempa. Myślę także, że wyznawcom dywergencji uświadomiłem, iż ich rola wyprzedzająca jest wątpliwa. Ustalenie, która w kolejności 2 czy 5 jest tą właściwą jest niemożliwe. To, że coś zwalnia nie oznacza, że zaraz spadnie :)

Po tym straszliwie długim wstępie, który mam ochotę kontynuować, wrócę jednak do wątku rozpoczętego w poprzedniej części. Biorąc pod uwagę cały wywód przedstawiony powyżej, całkowitą ignorancją jest stosowanie wskaźników opartych tylko i wyłącznie na impecie. Trzeba uświadomić sobie, że mamy ich bardzo dużo i powielanie ich w analizie jest nierozsądne i niekonstruktywne. Same w sobie nie niosą żadnej przydatnej informacji.

Całkowicie inna sprawą jest pomiar siły /wartość obrotu/. W myśl tego wszystkiego jest to  bezcelowe. Tutaj rządzi siła ciążenia a nie siła rzutu. To zmiany tej pierwszej decydują. My jednakże badamy wolumen, badamy katy nachylenia za pomocą regresji traktując te działania jako inny typ analizy. Nie, to jest to samo - to jest badanie impetu. Nie można, stosując dwa oscylatory, dywergencji upatrywać na jednym, wybranym z nich. Momenty będą różne ale żaden z nich nie będzie właściwy. Różny moment dywergencji wynika z różnej konstrukcji wskaźnika - ale obydwa odnoszą się do paraboli rzutu kamieniem. A rynek nim nie jest.

Swoistym wynaturzeniem są spółki groszowe i rynki futures. Tutaj pomiar siły może być przydatny. To taki swoisty "krótkotrwały efekt momentum". Krótka kontynuacja ruchu jest bardzo prawdopodobna a lewarowanie pozycji, czy przy groszówkach wartość tiku dają szansę na "zarobek". Ale to nie jest nawet zabawne, jest gruboskórne i bez polotu...Dlatego małpy zarabiają tak samo jak my. Efekt taki jest także do wykorzystania w "normalnej" strategii akcyjnej. Z ewentualną wiedzą gdzie będzie kurs w dniu następnym i TYLKO w dniu następnym. Jako element całości stanowi dodatkowy edge całej zabawy. Tylko dodatkowy...

W poprzedniej części przedstawiłem korelację wybranych wskaźników opartych na impecie. W pierwszej tabeli wartości współczynnika były dość wysokie, w drugiej przedstawiłem zależność, że nie do końca jest to prawdą. Korelacja wskaźników jest różna dla każdej spółki. Tak naprawdę nie jest ona zróżnicowana ze względu na spółki, a ze względu na to w jakim momencie znajduje się kurs i jakie jest szczegółowe umiejscowienie składnika momentum w konstrukcji wskaźnika. Różna budowa wymusza różnice w korelacji, w zależności od momentu jej badania. I to nic nie oznacza - jeżeli patrzymy na strategię w sposób całościowy. Stosować można każdy w wskaźników impetu, byle nie pięć na raz. Na wykresie z lewej strony przedstawiam zmiany korelacji wybranych wskaźników w czasie. Tym razem policzyłem korelacje dla 100 wartości wskaźników. Wyniki są zupełnie inne przy niektórych parach niż przedstawione poprzednio. Nawet para RSI/PPO potrafi wykonać duże wahania w wartościach korelacji, mimo ogólnie wysokich wskazań.

Powyższe jest moją odpowiedzią na bzdury, które powypisywał Chande w The New Technical Trader: Boost Your Profit by Plugging into the Latest Indicators (Wiley Finance). Nie jest tak, że korelacja jest stała i wysoka lub niska. Korelacja będzie zmienna przy różnych rynkach, różnych spółkach, różnych momentach w których znajduje się rynek i okresie w którym tą korelację liczymy.

Musimy wiedzieć, że korelacja nie jest wartością stałą ale fakt ten nie predystynuje tego, że jest to coś dziwnego i nienormalnego. Swoją droga być może ciekawym doświadczeniem poznawczym byłoby sprawdzenie wzajemnych zależności tych wskaźników jako źródła do kolejnej strategii zajmowania czy też zamykania pozycji na rynku - a być może wyboru wskaźnika, który nam najbardziej odpowiada. Inna sprawa, że wskaźnik momentum w czystej, pierwotnej postaci to jedna z większych bzdur do zastosowania. Ale to już kiedy indziej, chyba, że nie ciekawi Was dlaczego PPO i RSI mają wysoką korelację a samo momentum ma nikłą.

W tekście używałem zamiennie sformułowania wskaźniki impetu - wskaźniki momentum - oscylatory. Nie ma w tym żadnej nieprawidłowości. Oscylator w ogólnym pojmowaniu AT stanowi rodzaj wskaźnika impetu, który porusza się w jakiś granicach. MACD jest oscylatorem impetu, RSI i PPO także. Przy ADX możemy rozmawiać o wskaźniku impetu, co w powyższym rozumowaniu nie stanowi żadnej różnicy. To tylko zabieg matematyczny. Oczywiście wskaźniki oscylujący wokół jakiejś wartości możemy stworzyć nie tylko z impetu. Wtedy powyższe nazewnictwo nie będzie właściwe.

Komentarze  

 
# 2009-12-21 13:20
gratuluje wpisu i kierunku rozważań.
Brakuje u nas krytycznego podejscia do AT, ale nie takiego jak prezentuje część przeciwnikow czyli "AT to przedszkole", tylko krytycznego na tyle, zeby AT wlasnie nie byla traktowana jak przedszkole
Odpowiedz
 
 
# 2009-12-21 18:10
Fakt. Inteesujące. Chociaż mnie najbardziej ciekawi CCI - czy mozesz cos o nim napisac?
Odpowiedz
 
 
# Dapi 2009-12-21 18:37
@GZ
Takie słowa z Twojej strony są budujące i bardzo sobie je cenię. Dziękuję

@copy
CCI to tak naprawdę nie oscylator w potocznym słowa rozumieniu. Szerze powiem, że nic specjalnie interesującego w nim nie widzę, ale postaram się użyć go w następnej części jako jakiegoś przykładu, w którym poświęcę trochę czasu na to dlaczego niektóre wskaźniki impetu wydają się lepsze a niektóre gorsze. Jest parę trików w tym temacie.
Krótki teścik jest tutaj atinwestor.pl/.../... ale postaram się coś więcej napisać.

@all
Zwracam uwage na fakt, że sa to tylko moje wstawki w to co w literaturze się już znajduje. Nie jestem jedyny w tym, a okraszam to tylko swoim komentarzem wynikającym z moich przemyśleń w miare swoich skromnych doświadczeń i błądzacych myśli.
Odpowiedz
 
 
# DarkestLie 2009-12-21 20:36
a ja nie do konca pojalem przeslanie bo oczywiscie Chandea podal wartosci korelacji i wykazal byc moze blednie (mysle ze usrednil w jakis sposob wynik), ze niektore wskanizki momentum sa ze soba silnie a inne jeszcze silniej skorelowane, co jak rozumiem jest sugestia zeby razem ich nie stosowac a z drugiej strony Dapi wykazal zmienna korelacje tychze wskaznikow, jednoczesnie sugerujac zeby nie stosowac pieciu na raz ;).. ale czyta sie jak zawsze swietnie, mialem ochote porzucac sniezkami
Odpowiedz
 
 
# Dapi 2009-12-21 20:49
Starałem się wykazać parę rzeczy na raz.
Korelacja nie jest stała w założonym okresie liczenia.
Korelacja się zmienia m.in. w zależnosci od założonego okresu liczenia.
Dostałem wsp. korelacji z tego samego okresu co Chande liczył na innych rynkach - miał 0.98 - ja 0.02 /RSI ws. Mom/. On z 150 dni na marce ja 100 dni na indeksie. W zalezności od spółki i momentu ta wartość u mnie oscyluje od 0.9 do 0.
Te jego wyniki to przypadek, nic o uśrednieniu nie napisał
W krótkim terminie korelacja jest wysoka, a na podstawie krótkich wskazań podejmujemy decyzje. Nie potrzeba do tego 5 wskaźników momentum
Swoją droga ten pan stosuje pojęcie kointegracji a nie korelacji epchan.com/ jak czegoś poszukujesz czego przykładem jest spekulacja L i S na różnych seriach fut tzw. kalendarzowy spread
Odpowiedz
 

Dodaj komentarz

Użytkownicy posiadający konto na stronie atinwestor.pl pozbawieni są uciążliwości podawania kodu weryfikacyjnego. Próba podania nazwy użytkownika będącego w bazie danych użytkowników zarejestrowanych przez gościa uniemożliwi publikację komentarza.
Użytkownicy zalogowani mają możliwość włączenia opcji powiadamiania o komentarzach oraz edycji komentarza.

Kod antysapmowy
Odśwież

Search

Źródło danych intraday: bossa.pl, notowania opóźnione o 15 minut.