Ostatnio komentowane
Ene-due-rike-fake, ema-dema-tema-trix
Wpisany przez Snake piątek, 09 stycznia 2009 03:24
Z uporem będę przedstawiał wyższość myślenia nad obserwacją, czyli dziś kolejny odcinek z serii „wyśmiewamy analityków” (bez urazy, Dapi, Ciebie rzecz jasna to nie dotyczy).
Pogrzebałem trochę w wyszukiwarce na temat wskaźnika TRIX. Informacji niewiele, wiedza zerowa, a nieliczne wnioski błędne. Powszechność stosowania niezauważalna, a samo narzędzie wciąż bezczelnie molestowane jest przy szukaniu sygnałów kupna i sprzedaży, mimo iż nie do tego służy. Jednym z nielicznych analityków, który wziął się na poważnie za TRIXa jest oczywiście Dapi (google: ) i... oczywiście nie zauważył w nim „nic odkrywczego”. Szukał sygnałów K/S ;)
No to do rzeczy. Już samo czytanie różnych definicji TRIXa dowodzi, iż twórcy almanachów wszelakich bladego pojęcia nie mają, co do ręki dostali. „Jednookresowe momentum z potrójnie wygładzonej średniej kroczącej” – czyli bełkotliwie, bez sensu i co gorsze – niezgodne z prawdą. Ale brzmi „fachursko”, prawda?
EMA wskazuje kierunek. Co prawda „anale” do końca wszystkich giełd świata będą odczytywać wartości z RSI (czyli z EMA), zamiast kierunek właśnie, ale jeśli komuś nie starcza wyobraźni, by uświadomić sobie fakt, że badamy ALBO położenie obiektu, ALBO jego prędkość, to trudno – niereformowalność wrodzona. EMA wskazuje kierunek (czyli „po naszemu”: trend), ale odbywa się to kosztem opóźnienia. Podwójna EMA wskazuje kierunek „dwa razy” dokładniej, ale i jest też jeszcze bardziej opóźniona. Twórca TRIXa wcale nie był jedynym, który zauważył, iż najlepszym kompromisem pomiędzy pewnością wskazania kierunku ruchu cen, a opóźnieniem, jest EMA potrójna. Właściwie wszystkie wskaźniki, których zadaniem jest wskazywać kierunek kursu, nie bawiąc się w żadne magiczne wartości, powinny być konstruowane na tejże średniej właśnie.
To dlaczego nie są?
Dlatego, że analitycy, gdy widzą średnią, to od razu dostają bezwarunkowego odruchu crossowania jej z czymś innym, w ogóle nie rozumiejąc, czemu czasem crossy stosujemy, czemu czasem nie, na jakich średnich i dlaczego na takich właśnie. Potrójna EMA nie służy do crossów. Odczytujemy z niej kierunek, czyli trend, a robimy to, badając – ze ściśle matematycznego punktu widzenia – kąt jej nachylenia. Wykres kursu, czy aktualna cena, nie są nam w tym wypadku do niczego potrzebne. Wystarczy sama EMA – lub też w naszym wypadku – EMA potrójna, bo właśnie kąt nachylenia tejże oddaje TRIX.
Zamiast jednak bawić się w jakieś stopnie i inne cosinusy, kąt jej nachylenia mierzymy – bo tak o wiele łatwiej – podając, o ile procent EMA (potrójna EMA) zmieniła swoją wartość. Tak jak codziennie widzimy zmiany kursów wyrażone w procentach, tak też właśnie wyrażamy TRIXa (no dobra, trzeba to jeszcze przemnożyć przez 100 – może to właśnie dezorientuje analityków na tyle, by zaczęli mamrotać o „jednookresowym momentum” – chociaż ja podejrzewam, że po prostu nie wiedzą, jak wygląda wzór na procent). Tu nie ma żadnych „momentów”, nie o „wygładzenie” się rozchodzi, a i „średnich kroczących” mamy różne rodzaje, tak więc w TRIXie nie chodzi o „jednookresowe momentum z potrójnie wygładzonej średniej kroczącej”, a po prostu o KĄT NACHYLENIA POTRÓJNEJ EMA (wyrażony poprzez procent podzielony przez sto, ale to naprawdę bez znaczenia).
Teraz musimy się chwilę zastanowić. Wiemy, że wartość tej potrójnej EMA nie ma żadnego znaczenia. Wiemy, że nie na jakieś tam crossy patrzymy. Wiemy też jednak, że procent to procent – i jest to standardowa (w sensie: porównywalna) wartość dla każdej spółki w każdym czasie. „Coś wzrosło o 1%” – to zdanie znaczy zawsze to samo i jest tak samo przez wszystkich rozumiane. MACD dla jednej spółki może wynosić 10, dla drugiej 0,001 i nic nam to nie mówi, nie mamy żadnego porównania. A wartość oddana przez podanie „kąta nachylenia” (choćby i przekształconego na procenty) jest zawsze porównywalna dla wszystkich spółek.
Czym więc jest TRIX naprawdę?
Oscyluje wokół zera, jego wskazania są standardowe, a zadanie to badać kierunek, a kierunek to przecież trend... Tak, bingo! TRIX jest wskaźnikiem siły i kierunku trendu. W założeniu: wartości ujemne to trend spadkowy, wartości dodatnie to trend wzrostowy (no bo jeśli procent wychodzi na plus, to znaczy, że potrójna EMA, która wskazuje kierunek – rośnie), a wartości bliskie zera to trend horyzontalny.
Skąd więc usilne poszukiwania sygnałów K/S? Jak zwykle: z obserwacji, ale bez zrozumienia. No to postarajmy się zrozumieć te skazane z góry na porażkę poszukiwania:
Pierwsza interpretacja – sygnał wysyłany przy przebiciu zera (bo wtedy po prostu 3xEMA zmienia kierunek na rosnący).
Druga interpretacja – sygnał wysyłany przy zmianie kierunku wskaźnika (bo 3xEMA jest mocno opóźniona i wtedy staramy się likwidować to opóźnienie poprzez badanie nie zmiany jej kierunku, a zmiany tempa, czyli ewentualne wyhamowanie 3xEMA – bierzemy akcje, zanim 3xEMA zmieni kierunek, ale gdy już zaczyna coraz wolniej spadać, wyhamowywać).
Trzecia interpretacja – przebicie linii sygnalnej (czyli w wolnym tłumaczeniu: jak analityk crossa nie zobaczy, to nie wie, czy coś rośnie – oczywiście najgorszy sposób).
Interpretacje te sobie raczej przeczą, niż się uzupełniają, sygnały nie są pewne, a na dodatek często opóźnione. No i najważniejszy fakt: naprawdę, nie sygnałów tu szukać mamy. Ale jak coś nie wrzeszczy „kupuj, kupuj!” i na dodatek się nie sprawdza, to odstrasza, prawda?
Zapomnijmy o sygnałach wszelakich i skoncentrujmy się na dwóch najważniejszych rzeczach: wartości TRIXa (przypominam, że wartość ta oddaje nie średnią, a kierunek i tempo jej ruchu, więc spokojnie możemy się tą wartością posługiwać) oraz kierunkowi jego ruchu. Wartości w okolicach zera (łatwiej to zobaczyć na wykresie wskaźnika), to trend horyzontalny, ruch w górę to odwrócenie trendu spadkowego, lub umocnienie się wzrostowego (w zależności od wartości TRIX: -/+). Powtarzam: mamy wskaźnik siły i kierunku trendu.
No dobrze, ktoś powie, ale po co nam taki wskaźnik, jeśli mamy już
ADX, który również ukazuje standardowe dla wszystkich spółek wartości siły trendu?
No to porównujemy: włączamy na wykresie TRIX i ADX. Rzeczywiście, już na oko ADX wydaje się być narzędziem dokładniejszym przy wyznaczaniu siły i kierunku trendu. Jednak ma on swoje wady:
Po pierwsze gubi się przy nagłym odwróceniu trendu (formacje V i tym podobne). Zauważmy, że w takich wypadkach zanim linie DMI dadzą właściwy sygnał, to tracimy mnóstwo pieniędzy. TRIX w takich wypadkach zmienia swój kierunek o wiele szybciej (przypominam, że nie patrzymy na przebicie linii sygnalnej, ale porównujemy wartości TRIXa dzień do dnia – a po ludzku: patrzymy, czy „już się zawija”) – w tych sytuacjach dwa, trzy, cztery dni to bardzo mocny ruch, którego szkoda przegapić.
Po drugie, gdy ADX chce wskazać, iż mamy do czynienia z trendem horyzontalnym, to czasem bardzo długo opada w stronę zera (szczególnie, gdy opadać musi z wysoka), po drodze pokazując poprzez DMI szereg beznadziejnie fałszywych sygnałów. Czasem i przez trzy tygodnie nie da się z niego odczytać, co się właściwie dzieje. TRIX dobija do zera (lub w jego pobliże) szybciej i bez bolesnych fałszywek.
Innymi słowy: dobrze użyty TRIX, dobrze zestawiony z ADXem, powinien eliminować błędy ADX, jego niedoskonałości, i stworzyć nam kompleksowe, dokładne i w miarę szybkie narzędzie do wyznaczania siły i kierunku trendu.
Prawda jest taka, że próbując stworzyć system podążający za trendem, wystarczą te dwa wskaźniki właśnie: „bezsygnałowy” ADX i „bezużyteczny” TRIX. Tylko trzeba wiedzieć, jak je zestawić. A ja jednak do końca świata będę twierdził, iż do budowania systemów potrzebne są umiejętności nie analityczne, lecz odwrotne – syntetyzujące, oraz że dobry analityk – po prostu z definicji – nigdy nie będzie dobrym „kompozytorem”. Ja nie jestem analitykiem, tak więc czekam na informacje o (jeszcze) lepszym wykorzystaniu TRIXa.
PS. W post scriptum będzie jeden „konkret”: ktoś bardzo mądry powiedział kiedyś, że podstawą analizy technicznej powinna być analiza własnego rachunku. Ze względu na szczególny i długookresowy charakter tychże zmian, TRIX w tym wypadku jest narzędziem po prostu nieocenionym (proponuję posługiwać się wartościami sporo większymi niż standardowe 15 i brać pod uwagę wyłącznie zmianę kierunku wskaźnika). Tylko znów – jak zwykle – trzeba wiedzieć, co mierzyć chcemy.
| « poprzednia | następna » |
|---|
Komentarze
Kanał RSS z komentarzami do tego postu.